niedziela, 20 stycznia 2013

Chapter 4.

Zanim przeczytacie, chciałyśmy oznajmić, że od dziś możecie składać zamówienia na imaginy :) Piszcie w komentarzach swoje imię i z kim chciałybyście mieć opowiadanie. Będzie na to osobna karta. Pozdrawiamy i dziękujemy za czytanie oraz zachęcamy do komentowania ;3 / S&J.

Sally.

"O fuck mój palec!" mimowolnie pisnęłam z bólu i szybkim ruchem ręki zakryłam usta próbując powstrzymać się od krzyczenia, aby nikogo nie obudzić.
- Przeklęty próg. - powiedziałam cicho pod nosem i od razu spuściłam głowę w celu sprawdzenia czy moja stopa nie potrzebuje reanimacji. Widząc, że wszystko w porządku kontynuowałam dalszą drogę do kuchni. Wyciągnęłam toster z szafki i chleb tostowy, po czym zaczęłam nakładać na pieczywo rozmaite produkty typu ser, szynka. Nagle ni stąd, ni zowąd do domu wpadł niczym rycerz na białym rumaku w lśniącej zbroi w blasku żarówek nie kto inny jak... Harry. Zaraz za nim weszła nieznana mi dziewczyna. Chyba mnie nie zauważyli bo zaczęli się obściskiwać już w samym przejściu. Odchrząknęłam i opuściłam pomieszczenie z myślami, które dziwiły mnie samą oraz z włączonym tosterem. Gdy wychodziłam Harry zauważył mnie i wypuścił dziewczynę z objęć, lecz zdążył tylko zauważyć tył mojej sylwetki chowającej się za rogiem. Lekko wkurzona, a zarazem smutna weszłam do salonu i rzuciłam się na łóżko jednocześnie chwytając poduszkę i nakrywając nią głowę. W tej chwili mój umysł oblegały myśli związane z chłopakiem i jego nowo poznaną koleżanką. Wychodzący z łazienki Niall widzącą mnie w takim stanie zapytał o co chodzi. W odpowiedzi otrzymał jedynie głuchą ciszę. Wzdrygnął ramionami na znak obojętności po czym wyszedł z pokoju pozostawiając mnie sam na sam z moimi psychicznymi myślami na temat 'Loczka'.
- Do zobaczenia. - usłyszałam głos Harry'ego żegnający się z nieznajomą.

 Harry.
Uf, wreszcie poszła. Co za namolna panna. Muszę jej jakoś delikatnie powiedzieć, że to koniec. Hm.. przestanę się odzywać. Zrozumie. Muszę się skupić na Sally. Tylko jak ja mam jej powiedzieć, że mi się podoba, skoro jest w związku z moim najlepszym przyjacielem.. Z zamyśleń wyrwał mnie Niall. Rzucił mi się nie plecy i zapytał:
- Stary, idziemy pograć w piłkę? - po czym wymachiwał mi piłką przed nosem. Natychmiast zrzuciłem go z moich pleców.
- Nie mam ochoty, może później. - powiedziałem i poszedłem do swojego pokoju. Zacząłem przeglądać stare zdjęcia, na których jestem ja i Sally, jeszcze z czasów dzieciństwa, kiedy byliśmy nierozłączni. Obawiam się że tak już nie będzie..
Kiedy tak siedziałem i rozmyślałem o tym, co było kiedyś do mojego pokoju weszła Sally.
- Co tam masz? - zapytała siadając przy mnie.
- Przeglądam stare zdjęcia. Patrz jacy kiedyś byliśmy słodcy. - odpowiedziałem pokazując jej jedno z moich ulubionych. Zostało ono zrobione jak chodziliśmy jeszcze do przedszkola. Organizowany był wtedy bal przebierańców, a nasze rodzicielki przebrały nas za księżniczkę i księcia. Za nasze stroje zdobyliśmy pierwsze miejsce. Sally chyba jednak nie była zbyt zainteresowana zdjęciem, bo nawet na nie nie patrzyła. Jej wzrok skierowany był ku moim oczom. Nie zastanawiałem się długo i... pocałowałem ją. Niesamowite uczucie. Jeszcze żaden pocałunek nie był tak niezwykły. Kiedy już nasze wargi rozdzieliły się Sally spojrzała na mnie swoimi pięknymi, dużymi oczami z lekko przerażoną i zdziwioną miną.
- Harry... Dlaczego to zrobiłeś..?
- Nie wiem.. ja.. przepraszam.. - powiedziałem podnosząc się z łóżka.
- Harry, ja mam chłopaka..
- Wiem, Sally.. ale.. ja już tak nie mogę.. kocham Cię, rozumiesz..? Nie mogę patrzeć kiedy przytulasz się z Niall'em... po prostu.. nie mogę.. - Sally milczała. Wbiła wzrok w jeden punkt. - Przepraszam.. zapomnij o tym.. - powiedziałem po czym wyszedłem z pokoju. Chwilę po tym zauważyłem, że Sally podąża za mną.
- Harry! Poczekaj, proszę. - słyszałem za sobą jeszcze kilka takich wołań, ale nie zważając na to, kierowałem się ku tarasowi. Kiedy już się tam znalazłem oparłem się rękoma o poręcz i wtopiłem wzrok w bezchmurne niebo. Dziewczyna zbliżyła się do mnie i wyszeptała mi na ucho:
- Harry, ty też nie jesteś mi obojętny.. Ale zrozum, jestem w związku z Niallem i jestem z nim szczęśliwa.. Chociaż ostatnio mamy dość trudne chwile.. - spojrzałem na nią i mimowolnie zacząłem przysuwać swoją twarz do jej ust. Moje wargi same składały się do pocałunku. Ona jedynie zrobiła krok w tył i odeszła.


Rose.
- Jeeezuu. Ale mi się dzisiaj nic nie chce. - zaczęłam narzekać Niall'owi jak to bardzo jestem dziś leniwa.
- Proszę Cię, Tobie nigdy się nic nie chce. - zaczął się ze mnie nabijać. Spojrzałam tylko na niego złym wzrokiem, bo nie chciało mi się wymyślać jakiejś riposty, po czym kontynuowałam oglądanie TV.
- Idziemy się przejść? - zaproponował niebieskooki blondyn.
- Ale mi się taaak nie chcee.. - powiedziałam, lecz niestety zaraz po tym bardzo pożałowałam tych słów. Mianowicie mój jakże 'kochany' przyjaciel chwycił mnie za nogę i ściągnął z łóżka.
- AŁA!! - wrzasnęłam.
- Dalej ci się nie chce? - spojrzał na mnie podstępnym wzrokiem.
- Tak, nie chce mi się i nie zachce. - blondyn kontynuował wcześniej wykonaną czynność i przeciągnął mnie z salonu aż po drzwi wejściowe i jedną ręką zaczął je otwierać.
- Pewna jesteś że nadal ci się nie chce? Bo dalej są schody, a to chyba mogłoby być bolesne. - w mgnieniu oka wstałam, co było trochę trudne, gdy Niall nadal trzymał moją jedną nogę. Założyłam buty i wyszliśmy na dwór. Wiecznie głodny chłopak zaproponował, żebyśmy poszli na lody.
- Ty byś ciągle tylko jadł. - powiedziałam i zaśmiałam się. Poszliśmy więc w stronę miasta.
- Wiesz.. - zaczął niepewnie Niall. - Wyciągnąłem cię na spacer, bo chciałem z tobą pogadać, a w domu się trochę bałem, bo Sally mogłaby nas usłyszeć..
- Coś się psuje między wami?
- Właśnie sam nie wiem. Niby jest wszystko okej, ale czuje że oddalamy się od siebie.
- Zauważyłam właśnie, że sporo czasu spędza z Harrym.
- Martwię się, że ona woli jego... - powiedział, gdy doszliśmy już na miejsce. W mojej głowie znalazły się myśli dotyczące Sally i Harry'ego. Zaczęłam sobie przypominać, że widziałam ich dzisiaj na tarasie, ale postanawiam nie mówić tego Niall'owi.
- Hej, Rose, słyszysz? - zaczął mnie szturchać i machać ręką przed oczami.
- Co, sory, zamyśliłam się.
- Eh.. pytałem jaki smak lodów chcesz.
- Aa, tak, yy.. poproszę dwie gałki czekoladowe. - odpowiadam nadal trochę zamyślona.
- Ja poproszę 2.. nie 3.. albo 4 gałki waniliowe. - sprzedawca spojrzał na niego z lekkim przerażeniem, ja zaczęłam się śmiać, a mój lód o mało nie wylądował na ziemi. Usiedliśmy
na ławce i 'w spokoju' zaczęliśmy je konsumować. Po krótkiej chwili poczułam łokieć Nialla na moich żebrach po prawej stronie. Nie zastanawiając się długo powtórzyłam czynność w odniesieniu do chłopaka. Obrócił głowę w moją stronę z uśmiechem na twarzy, lecz po chwili zaczął mi się dziwnie przyglądać.
- Co się tak na mnie patrzysz?
- Masz coś  na twarzy.
- Gdzie? - przysłoniłam ręką usta.
- Tu !! - krzyknął chłopak i cisnął lodem prosto w mój nos. - HAHAHAHAHAHHAHAHAHA - zaczął rżeć jak nienormalny
- Ty mendo !! - zaczęłam się wydzierać nie mogąc powstrzymać śmiechu, a ludzie patrzyli na nas jakby wypuszczono nas z psychiatryka. My jednak nie zwracaliśmy na to uwagi i bawiliśmy się dalej.
 - Nie żyjesz umfalumpie! - krzyknęłam ostatecznie i rzuciłam się na chłopaka. Wskoczyłam mu na barana zaciskając się niczym wąż na jego szyi.
- No dobra, chodź pomogę Ci się umyć - przewiesił mnie przez ramię i podążył w stronę fontanny
Gdy to zauważyłam zaczęłam ponownie krzyczeć:
- Nie! Proszę.. Przepraszam, Niall Kocham Cię, nie rób mi tego, proszę będę grzeczna tylko tego nie rób ! - ku moim staraniom i prośbom oraz waleniu go pięściami po plecach uczynił to. Wrzucił mnie do fontanny i ponownie wybuchł śmiechem. Prawie się tam turlał, a gdy zdołał się uspokoić poprosiłam go o pomoc.
- Wyciągnij mnie stąd! - wystawiłam rękę w jego stronę. Gdy blondyn chwycił moją rękę i był wystarczająco pochylony ku mnie, przyszedł czas na zemstę. Pociągnęłam go z całej siły i wpadł do wody.

Niall.
Myślałem że ją zabiję. Bez chwili wytchnienia rzuciłem się na przyjaciółkę i zacząłem ją podtapiać. Gdy się wynurzyła i złapała oddech długo nie musiałem czekać na rewanż. Tym razem to moja głowa znalazła się pod wodą. Kiedy wydostałem się spod lustra wody dostałem nieopanowanego ataku śmiechu. Zawiał lekki wiatr, a po naszych ciałach przeszły ciarki. Z racji, że robiło się już ciemno zaproponowałem Rose, abyśmy wracali już do domu. Dziewczyna zgodziła się z moją myślą. Po wyjściu z naszego kąpieliska wykręciliśmy z grubsza ubrania, a dziewczyna swoje długie włosy. Gdy byliśmy już przy drzwiach wejściowych i ujrzałem Rose w świetle, miałem kolejny powód do radości. Jej włosy powywijały się na wszystkie strony od wilgoci. Wyglądała jak wściekły szop pracz. Kiedy zauważyła, że pękam ze śmiechu domyśliła się o co chodzi, uderzyła mnie z pięści w ramię i poszła się wysuszyć. Sam uczyniłem podobnie. Wziąłem szybki prysznic i już gotowy do spania zajrzałem do pokoju przyjaciółki, żeby sprawdzić jak jej idzie. Siedziała na fotelu przed lustrem i męczyła się z rozczesaniem swoich długich włosów. Widząc, że nie może sobie poradzić podszedłem do niej, wyrwałem jej szczotkę z ręki i pomogłem jej. Nagle do pokoju wparowała Sally.
- Rose, musimy pogadać! Ja już nie wytrzymuję! Har... - przerwała, kiedy mnie zauważyła. - Oł. Cześć Niall.. To ja może wpadne później.. - powiedziała, odwróciła się na pięcie i wyszła trzaskając drzwiami.

niedziela, 30 grudnia 2012

Chapter 3.

Cześć tu Jagoda i Sandra. ;3

bhgbhsbghgbhfbgh 236 wyświetleń <3 Kochamy was ; ** chciałybyśmy serdecznie wam za to podziękować, czytajcie , udostępniajcie i wgl miłego czytania :D 

p.s. będziemy bardzo wdzięczne jeśli skomentujecie, bo dla was to tylko 10 sekund a dla nas tydzień radości. prosimyyyy, jeśli czytasz, zostaw coś po sobie. xx 

 

Miley.
Idąc w stronę drzwi przypomniałam sobie, z jakim zamiarem szłam do niego.
- A i za pół godziny mamy się spotkać w salonie, żeby omówić co będziemy dzisiaj robić.

- Okej.
Wchodząc do salonu zauważyłam, że rodzice się ubierają.
- Idziecie gdzieś ? - zapytałam.
- Tak, idziemy ze znajomymi na obiad. Zachowujcie się. W komodzie koło telewizora zostawiliśmy wam trochę kasy na obiad.
- Dobra.

Kiedy wszyscy zebraliśmy się w wyznaczonym czasie Rose zaczęła nasze ' posiedzenie '.
- A więc.. - zaczęła. - Jakie pomysły na spędzenie dzisiejszego dnia?

- Idziemy coś zjeść. - zaproponował wiecznie głodny Niall.
- Ty wiecznie byś tylko jadł. - żartobliwie skarciła go Sally.
Zerknął na nią krzywym spojrzeniem, dziewczynie od razu zniknął uśmiech z twarzy.


Sally.
 O co mu chodzi? Przecież nic złego nie zrobiłam.. Odkąd tu przyjechaliśmy ciągle atmosfera między nami jest napięta. Zauważyłam nawet, że nie całuje mnie tak jak kiedyś, z tym wielkim uczuciem i zaangażowaniem, jakby od niechcenia, z łaski. To już nie ten sam Niall. Z moich rozmyślań wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Rose popędziła jak szalona drąc się przy tym :
- Otworze! Otworze! Otworze!

Po chwili usłyszeliśmy donośny pisk dziewcząt. Hałas rozniósł się na cały dom i obudził mojego psa, którego mógłbyś wynieść i wrzucić do wody, a on by nawet nie wiedział. Można też było usłyszeć szalejącego po klatce chomika.
- Fado do nogi ! - uspokajałam mojego labradora. Mimo młodego wieku był bardzo posłuszny nie tylko mi, ale i moim przyjaciołom, ze względu na przywiązanie. 
Do salonu wtargnęła Rose ciągnąc za sobą dziewczyne o płomienistoczerwonych włosach uplecionych w długi warkocz sięgający końca pleców.
- Nicole! - krzyknęła Miley po czym rzuciła się na długo nie widzianą przyjaciółkę. Dziewczyna odwzajemniła przytulasa z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Oo, świetnie.. - burknął Loczek. 
- Spadaj Harry, nie przyszłam do Ciebie - nie musiał długo czekać na odpowiedź. Na twarzy Harry'ego pojawił się grymas niezadowolenia. Postanowił się już nie odzywać. <zgaszony!>
Gdy już wszyscy się przywitali, zapytałam przybysza czy chcę się czegoś napić.
-A chętnie - odpowiedziała z lekkim uśmieszkiem pod nosem.
-Tam jest kuchnia - zaśmiałam się pokazując palcem drogę.
-Wal się, więcej tu nie przyjdę, dzięki za gościnę 
- Gość w dom, Bóg w dom - odpowiedziałam patrząc się na mojego chłopaka.
- Cukier do szafy - parsknął Harry.
Irlandczyk siedział zagapiony w okno. 
Na całym tym "planowaniu" minęły nam dwie godziny. Nawet nie spostrzegliśmy się kiedy ten czas zleciał.

Harry. 
Sally jest taką niesamowitą osobą, uwielbiam jej żarty, zawsze wie co powiedzieć, jeszcze nigdy nikt jej nie zgasił, jest mistrzynią ciętej riposty. A jej uśmiech powala na kolana..
Boże, co się ze mną dzieje.. Harry ocknij się, ona jest z Niallem. Nie możesz tak myśleć o tej dziewczynie. Nic tu po mnie...
- Idę się przewietrzyć. - Rzuciłem do zgromadzonych wychodząc na taras.

Miley.
Co się dzieje z tym chłopakiem..? Muszę się zaraz dowiedzieć.
- Zaraz wracam. - oznajmiłam kumplom i ruszyłam za Hazzą.
- Co tam? - odezwałam się do przyjaciela z uśmiechem na twarzy zamykając drzwi od tarasu.
- Nie wiem co robić.. - ciężko westchnął i wlepił wzrok w niebo.
- Dobrze wiesz że możesz mi wszystko powiedzieć.
- Wiem Miley, ale boję się bo sam nie wiem co o tym myśleć.. Strasznie głupia rzecz i nie mam pojęcia czy dam radę się z tym uporać.
- Może jakbyś wprowadził mnie w temat mogłabym Ci pomóc. - nie dawałam za wygraną.
- Widzisz.. Chodzi o to... że... no.. y... ja...- ciągnął Harry.
- No wyduś to wreszcie z siebie! - podniosłam głos na chłopaka. Ten spojrzał na mnie przestraszonym wzrokiem.- Wybacz za uniesienie.
- Nic się nie stało. - ponownie zaczął patrzeć w górę.
- To powiesz o co chodzi?
- Bo... no wiesz no...
- Czyżby serce bezuczuciowego podrywacza w końcu zaczęło bić?
- Mało powiedziane, gwałci mi płuco! - zaśmiał się.
- Na myśl o kim?
- To może Ci się wydawać głupie, ale odkąd tu przyjechaliśmy nie mogę przestać myśleć o Sally.
- Wiem co czujesz..- ściszyłam głos i spojrzałam na swoje nogi zataczające kółka.
- Jak to..? (nie pijemy dziś XD?) - zielonooki brunet spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
Siedziałam koło niego  nie mogąc wydusić słowa . Nagle usłyszałam pytanie:
- Czyżby Niall? - powiedział nieśmiało
- Skąd wiesz? - odwróciłam głowę w jego stronę
- Nie było ciężko zgadnąć, codziennie was obserwuję i widzę jak na niego patrzysz ..
- Nie mów nikomu, zwłaszcza Sally. Proszę Cię ! - wlepiłam w niego wzrok czekając na odpowiedź
- Przysięgam - uśmiechnął się chłopak
- Na mały palec ? - odwzajemniłam czynność wystawiając rękę w kierunku Harry'ego
- Na mały palec - spletliśmy kończyny, po czym mocno się uścisnęliśmy i wróciliśmy do środka, do reszty znajomych. 
Podczas naszej nieobecności przyjaciele wymyślili wypad na miasto. Zjedliśmy "mały" obiad i poszlajaliśmy się po okolicy. Wróciliśmy późno do domu, lecz naszych rodzicieli dalej nie było. Korzystając z obecności Nicole postanowiliśmy zagrać w alko-chińczyka. W połowie gry, gdy już nie było litra wódki, zakończyliśmy zabawę w obawie o powrót rodziców. Ze względu, że dawno nie widziana przyjaciółka mieszka na drugim końcu ulicy, poszliśmy ją odprowadzić i przy okazji się dotleniliśmy i wywietrzyliśmy niemiły zapach alkoholu, aby rodzice nic nie podejrzewali. (ta, bo na pewno nie zauważą brakującego litra czystej xd). Po powrocie do domu, wszyscy poszli do swoich pokoi. Wzięłam szybki prysznic, położyłam się na moim łóżku i zatonęłam w ramionach Morfeusza.

 

chciałam wam oznajmić, że moja współpracownica jest nienormalna XD

podczas wymyślania monologu Hazzy dopowiedziała krótkie, aczkolwiek sensowne zdanie "Ruchałbym jak dzika kuna w agreście" . Sami ją oceniajcie . pozdrowionka . Sandra.:*

Specjalne pozdrowienia dla naszej fanki Moniki XD <3 ; **

 Z racji, iż w tym roku nie dodamy więcej postów chciałybyśmy życzyć wszystkim szczęśliwego Nowego Roku, udanego sylwestra i oby kolejny rok był jeszcze lepszy od tego. :) W skrócie napierdolcie się jak świnie! XD <3 / S&J.


piątek, 28 grudnia 2012

Chapter 2.

Sally.
Tak, to już dziś. Zaraz wyjeżdżamy do Nowego Yorku. Byłam już spakowana miesiąc wcześniej, jak to ja. Wsiadamy do samochodu i jedziemy na lotnisko. Po drodze leci jedna z moich ulubionych piosenek, Florida - I Cry. Zaczynam sobie po ciuchu podśpiewywać, co zawsze denerwowało moją młodszą siostrę.
I know
Caught up in the middle
I cry, just a little
When I thing of letting go
Oh no
Gave up on the riddle
I cry, just a little
When I think of lettnig


- Nie śpiewaj ! - doszedł mnie dosyć wkurzony krzyk młodej.
- Bo co ? - odpowiedziałam, po czym zaczęłam śpiewać głośniej.
Mała zamknęła się, a ja trochę ograniczyłam swoje wrzaski. Nim przeminęła piosenka znaleźliśmy się już na miejscu. Z pośpiechem wzięłam swoje walizki i wraz z przyjaciółkami i chłopakami biegiem ruszyliśmy w stronę rejestracji. Chwilę potem wygodnie siedzieliśmy na miejscach w samolocie. Samolot startuje. Chyba przespałam całą drogę, bo pamiętam tylko jak tata budził mnie przed lądowaniem. Z trudem się ocknęłam i sięgnęłam po butelkę wody wypijając jednym ciągiem całą jej zawartość. Czułam się jak na kacu, mimo iż kompletnie nic nie piłam. Nienawidzę tego uczucia.
- Hej! Patrzcie, jesteśmy już nad NY! - powiedziała Miley.
- Nie mogę się doczekać aż wejdziemy do domu. - odpowiedziałam.
Samolot wylądował, a my biegiem ruszyliśmy w stronę wyjścia. Chwilę potem wysiadaliśmy z taksówki, która podwiozła nas pod sam dom. W jednej sekundzie oczy miałam pełne łez.
- Nie mogę uwierzyć. Po tak długim czasie w końcu tu jesteśmy. - wypowiedziałam, po czym mocno przytuliłam się do niebieskookiego blondyna stojącego koło mnie i lekko pocałowałam jego delikatne usta.
Po chwili czułości wreszcie zdecydowaliśmy się wejść do środka i rozpakować walizki.
- Gdzie my będziemy spać? - zapytał Niall mamy Rose.
- Wszyscy mamy pokoje na górze, ty i Sally macie pokój razem, to ten z balkonem.
Podążyliśmy we wskazanym kierunku. Nasz pokój był cudowny.

Rose.
W końcu w moim ukochanym zakątku. Od lat czekałam, aby tu wrócić. Uwielbiałam ten dom. Weszłyśmy z Miley do pokoju, w którym miałyśmy spać. Było już późno, więc postanowiłyśmy położyć się spać.
- Idę pierwsza do łazienki! - krzyknęłam i jednocześnie chwyciłam koszulkę i spodenki, które traktowałam jako piżamę. Nim Miley zdążyła załapać o co chodzi, ja znajdowałam się już w łazience i byłam gotowa do kąpieli. Po wyjściu wzięłam laptopa i zaczęłam przeglądać fejsa. Oczywiście nie obyło się bez pochwalenia się, że jesteśmy już na miejscu. Odłożyłam laptopa i położyłam się na łóżku.
- Dobranoc - szepnęłam do przyjaciółki. W odpowiedzi dostałam do samo.

► Następnego dnia. ◄
Gdy wstałam rano zobaczyłam Miley, tak słodko śpiącą. Byłoby szkoda, gdyby ktoś ją obudził.. Mimowolnie zrobiłam podstępną minę i cichym krokiem wyszłam z pokoju. Wróciłam z miską pełną zimnej wody. Nachyliłam naczynie nad jej głową, po czym zaczęłam się śmiać turlając się po ziemi jak wariatka. Nawet nie zauważyłam kiedy wyszła z pokoju i również wróciła z miską wody, której zawartość znalazła się na mnie. To nie było już takie śmieszne. W rezultacie otrzymałyśmy mokre łóżka i ubrania. Zaczęłyśmy się bić na żarty, jak to miałyśmy w zwyczaju. Takie przyjacielskie bójki. Z pokoju obok dobiegł nas głos mamy, mówiący abyśmy się uspokoiły, bo niektórzy o 7 rano jeszcze śpią. Nie wiem jak oni mogą marnować pierwszy dzień w tym pięknym miejscu.  Poszłam do łazienki, aby się odświeżyć i zmienić ubrania, po mnie weszła Miley. Ubrałyśmy buty i wyszłyśmy do sklepu, żeby mieć co zjeść na śniadanie. Wchodzimy i kupujemy to, co mamy. Wychodzimy i podążamy powolnym krokiem w stronę domu, rozmawiając co będziemy dzisiaj robić. Gdy wróciłyśmy nasi rodzice już nie spali. Śniadanie było gotowe, czekali tylko na świeże pieczywo. Zjadłyśmy nasze porcje, po czym Miley poszła do pokoju Harry'ego. On jako jedyny sam miał pokój.
Miley.
Gdy weszłam mój przyjaciel siedział na łóżku, podpierając dłońmi głowę. Wyglądał na zamyślonego.
- O czym tak rozmyślasz? - spytałam.
- Ah, nic, nie ważne. - uzyskałam w odpowiedzi.
- Mi przecież możesz powiedzieć, od tego są przyjaciele.
- Nie chcę o tym rozmawiać, jak będę gotowy przyjdę do Ciebie i poruszę ten temat.
- Dobrze, ale wiedz, że na mnie zawsze możesz polegać. - usiadłam koło niego na łóżku i mocno go przytuliłam.
- Dzięki. - uśmiechnął się i objął mnie w pasie.

niedziela, 2 grudnia 2012

Chapter 1.

W tym rozdziale występują : Rose, Sally, Miley, Niall, Harry i rodzice. Zajrzyjcie do zakładki ' Bohaterowie '. :)

Rose.   
Szkoła. Ostatnie miejsce, w którym chcę teraz marnować swój cenny czas. Nienawidzę tego. Ciągłe sprawdziany, kartkówki, tony nauki. No tak, nie przedstawiłam się, wybaczcie. Nazywam się Rose, jestem w ostatniej klasie gimbazy i zbliża się koniec roku. Wraz z przyjaciółkami, Sally i Miley, mamy plany aby po ukończeniu tej szkoły jechać do Nowego Jorku, żeby zyskać jakieś wykształcenie. Czy to wypali ? Nie wiem. Zależy od decyzji moich rodziców. Moje przyjaciółki już obgadały to ze swoimi opiekunami, zgodzili się, nie mieli nic przeciwko. Zostało jeszcze ubłagać moich, co wbrew pozorom nie jest takie łatwe. Nie są oni typem ludzi, którzy dla swoich pociech zrobiliby wszystko. Raczej woleliby żeby to opiekunki nas wychowywały, mnie i mojego starszego brata, Marshala. Biedni nie jesteśmy, przyznaję. Mogliśmy sobie pozwolić na wielki dom i służbę, ale coś za coś. Rodzice harowali od rana do nocy. Praktycznie nie mieli czasu nawet zapytać co tam w szkole, jak to przeważnie robią. W końcu nadeszła niedziela, rodzice mieli wolne od pracy i mogli spędzić czas z rodziną, czyli oni, ja i mój brat. Siedzieliśmy wszyscy w ogromnym salonie i oglądaliśmy telewizję.
- Podwieziesz mnie jutro do szkoły ? - zapytałam ojca chcąc zacząć jakoś rozmowę.
- Jasne, o której ? - zapytał zamyślony.
Pięknie, mój tata nawet nie wie, o której mam lekcje.
- No o 8 mam pierwszy dzwonek, a chciałabym być tam trochę wcześniej.
- Ok. - odpowiedział wciąż zagapiony w telewizor.
- Co myślisz o powrocie do NY ? - Zapytałam po krótkiej chwili ciszy.
- Chętnie bym odwiedził stare zakątki - odpowiedział uśmiechając się pod nosem.
- Naprawdę ? - powiedziałam z niedowierzaniem.
- Tak, chciałbym spotkać starych znajomych.
- JEST ! - wykrzyknęłam na cały głos i wyskoczyłam najwyżej jak potrafiłam.
- Mamy plany na wakacje, kochani. - klasnął w dłonie i wstał by wykonać telefon do jego zastępcy i poinformować, że w wakacje to on będzie zarządzać jego firmą.
Wybiegłam prędko z salonu i szybkim krokiem dostałam się do swojego pokoju na piętrze. Sprawnym ruchem ręki odłączyłam mojego Iphona, który się ładował i szybko wysłałam sms do Sally, Miley, Nialla i Harry'ego że moi rodzice się zgodzili. W odpowiedzi otrzymałam cztery takie same sms " TAK ! :D " Byłam tak podekscytowana że nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Wzięłam laptopa, położyłam się na łóżku i zaczęłam sprawdzać facebooka.  Przeglądam aktualności. Nim się obejrzałam moi przyjaciele już zdążyli się pochwalić innym o wyjeździe. Patrząc po komentarzach znajomych z za granicy można było wywnioskować, że nie tylko my nie możemy doczekać się wyjazdu. Ustaliliśmy że wyruszmy od razu pierwszego lipca, żeby nie marnować czasu i zostać tam jak najdłużej.

 Sally.
- Mamo ! Gdzie są moje ulubione, niebieskie rurki ?! - wykrzyczałam z mojego pokoju tak, aby usłyszała to moja rodzicielka krzątająca się po kuchni piętro niżej.
- W praniu. Po co ci one teraz ? 
- Jak to po co ? Rodzice Rose się zgodzili !
- Sally, do wakacji jeszcze ponad miesiąc, a ty się już pakujesz ? - powiedziała śmiejąc się ze mnie.
Wyszłam z oburzoną miną i wróciłam do swoich czterech kątów i zaczęłam wywalać wszystkie rzeczy z szafy.
- Nie mam żadnych fajnych ciuchów. - Stwierdziłam. - Muszę wybrać się na zakupy.
- Szybko chwyciłam za telefon i napisałam do przyjaciółek żeby się szykowały i wzięły kasę. W jednej chwili znalazłyśmy się w centrum handlowym. Po upływie 3 godzin byłyśmy obładowane torbami i gotowe powrócić do naszych domów.

Miley.
Po powrocie do domu wzięłam psa i wyszłam z nim na spacer. Natknęłam się na Harrego i Nialla .
- Cześć piękna. - Przywitał się Harry.
- Cześć chłopcy. - Przytuliłam ich na powitanie.
- Właśnie do was szliśmy żeby pójść wspólnie na pizze. 
- Ja nie mam nic przeciwko. - Uśmiechnęłam się. - Trzeba zapytać Rose i Sally.
- To idziemy. - krzyknął ochoczo Niall.
Doszliśmy do domu Rose i weszliśmy jak do siebie. Przyjaciółka sama urzędowała w kuchni w celu przyrządzenia czegoś do jedzenia. Nie zauważyła nas, więc postanowiliśmy ją wystraszyć. Po cichu podeszliśmy do niej i na ' trzy ' krzyknęliśmy najgłośniej jak umieliśmy. W rezultacie otrzymaliśmy patelnie z jajecznicą na ścianie.

Rose.
- Zabije was ! - krzyknęłam na moich ' kochanych ' przyjaciół. - Wisicie mi obiad. - warknęłam.
Zaraz po tym, jak przestali się śmiać powiedzieli że mieli plany iść na pizze. Prędko się ubrałam i byłam gotowa do wyjścia.
- Wstąpimy jeszcze po Sally i możemy iść. - Powiedział Niall, żeby przypomnieć o swojej ukochanej.
Ruszyliśmy w stronę domu obok. Widząc że w pokoju Sally pali się światło zaczęliśmy się drzeć tak, żeby nas usłyszała. Po krótkiej chwili krzyków wyjrzała przez okno i zaczęła nas ochrzaniać.
- Zejdź tu, idziemy na pizze, skarbie. - Powiedział Niall.
Nim się obejrzeliśmy Sally była koło nas wtulona w swojego chłopaka. Doszliśmy do naszej ulubionej pizzerii i zamówiliśmy dwie największe pizze jakie mieli do zaoferowania. Kiedy nasza kolacja była wyciągana z pieca wszystkim ciekła ślinka. Kelner przyniósł ją na stół, a my jak zwierzęta rzuciliśmy się na nią. Po zjedzeniu poszliśmy do domu Sally oglądać jakieś romansidła.
Poniedziałek. Chyba najgorszy dzień w tygodniu. Rano budzi mnie mój telefon, który zaraz po wydaniu pierwszego dźwięku ląduje na drugim końcu pokoju. No trudno, trzeba wstać. Ubieram się w ciuchy wybrane wczoraj i układam moje niesforne włosy. Mozolnie schodzę po schodach. Słyszę hałasy w kuchni. To kucharz szykujący śniadanie dla mnie i mojej rodziny. Kiedy mnie zauważa woła, żebym przyszła na posiłek, bo naleśniki stygną.  Za pierwszym razem nie ogarnęłam co do mnie mówi. Byłam tak zaspana, że o mało nie spadłam ze schodów. Chwila zastanowienia. Ponownie przetworzyłam to, co do mnie powiedział. Zdołałam zapamiętać tylko jedno słowo. NALEŚNIKI. Jednym susem pokonałam odległość dzielącą mnie od pomieszczenia, w którym znajdował się mój przysmak. W mgnieniu oka zjadłam przygotowane dla mnie danie i domagałam się więcej. Byłam tak zajęta konsumpcją naleśników, ze nawet nie zauważyłam mojego taty wchodzącego do kuchni. Dopiero kucharz, Paul uświadomił mnie, że czeka w samochodzie. Ubrałam bluzę i vansy po czym wsiadłam do auta. W niecałe 10 min. znajdowałam się w szkole, gdzie czekała na mnie Miley. Do dzwonka zostało około 7 min. więc usiadłyśmy na podłodze koło klasy i zaczęłyśmy marzyć o tym, co będziemy robić w NY. Z zamyśleń wyrwał nas dosyć głośny dźwięk dzwonka. Matematyka. Wchodzimy do klasy, wszyscy robią co chcą, do czasu gdy wchodzi nauczycielka. Jak codziennie lekcje zaczyna gadką typu " Jesteście najgorszą klasą w szkole, wgl. się nie uczycie " itp. Jednak nikt się tym nie przejmuje. Ogólnie z Miley byłyśmy niezłe w nauce, ale matma była nie do ogarnięcia. Tak jak nasza nauczycielka. 

Miley.
Po budynku rozległ się dźwięk dzwonka. Oznaczało to, że tortury związane z matematyką dobiegły końca. Wszyscy zaczęli się pakować. Jednak nie obyło się bez końcowego kazania nauczycielki i oczywiście przetrzymania nas przez połowę przerwy. Cała klasa była już gotowa do wyjścia, a ona dalej swoje. W końcu przestała nawijać i mogliśmy wyjść.  Wszyscy ruszyli w stronę sali, w której miała odbyć się następna lekcja. W jednej chwili rozległ się ponowny dźwięk dzwonka. Polski, jak zwykle, mija szybko i dość miło, podobnie jak reszta lekcji. Nim się obejrzałyśmy wybiła godzina  14:20, co oznaczało, że już można iść do domu. NARESZCIE.