Harry.
Rażący blask słońca padający przez wpół zasłonięte roletą okno powoduje moje przebudzenie. Niechętnie otwieram podkrążone i przepite oczy. Obracam głowę na prawy policzek. Obok siebie widzę jakąś dziewczynę o blond włosach w zwiewnej sukience z pustą butelką piwa, którą trzyma w prawej ręce. Jestem zbyt zmęczony aby cokolwiek wywnioskować. W uszach wciąż dudni melodia piosenki, którą pamiętam z ostatniego wieczoru. W sumie tylko to pamiętam. Z wielkim trudem próbuję się podnieść. Po kilku nieudanych próbach w końcu daję radę przenieść swoje ciało na kraniec łóżka i utkwić w pozycji siedzącej. Po omacku udaję się w stronę łazienki. Zimny prysznic powinien postawić mnie na nogi. Zdjąłem swoje ubranie i rzuciłem je na podłogę, po czym wszedłem pod prysznic. Moje ciało przeszły dreszcze. Uważam, że chyba jestem już dość wybudzony, ale moje oczy nadal są niezbyt przytomne. Nabieram wody w ręce i przemywam twarz. Dobra, już jest lepiej. Sięgam po ręcznik i mozolnie wycieram swoje ciało. Ubieram się w świeże i czyste ciuchy. Staję przed lustrem w celu ułożenia moich niesfornych loków. Z ledwo otwartymi oczami robię co mogę, żeby wyglądać choć odrobinę przyzwoicie. Przy ostatnich poprawkach zauważam coś dziwnego. Jednym ruchem prawej ręki przecieram lewą stronę twarzy. Odczuwam ból w okolicach lewego oka. Jest ono sine, a na twarzy, rękach i torsie zauważam liczne cięte rany. Skąd one się wzięły? Co się mogło dziać na tej imprezie? Nie wiem i chyba nawet nie chcę wiedzieć. Wychodzę z łazienki, a przede mną ukazuje się chuda postać dziewczyny, za którą szaleje od jakiegoś czasu. Trzymała ona stos świeżych ubrań i czekała, aż zwolnię jej łazienkę. Trochę bałem się, że tej nocy mogło się coś wydarzyć między nami, wiecie o co chodzi.
- Sally.. - zacząłem niepewnie.
- Tak, Harry? - spojrzała na mnie swoim zniewalającym spojrzeniem.
- Czy my.. no wiesz.. - kiedy o to zapytałem dziewczyna uśmiechnęła się i przejechała palcem po moim policzku.
- Nie głupolu, nie robiliśmy tego. - odetchnąłem z ulgą. Nie chciałem, aby nasz pierwszy raz tak wyglądał. - Byłeś strasznie napity, więc odprowadziłam Cię do łóżka. Chciałam wrócić do swojego pokoju, ale drzwi były zamknięte i nikt nie odpowiadał, pomyślałam że Niall śpi i nie chciałam go budzić, więc postanowiłam, że położę się obok Ciebie. - dokończyła i obdarzyła mnie ciepłym uśmiechem. Jednym krokiem przekroczyła próg oddzielający łazienkę od sypialni. Kiedy drzwi się zamknęły rzuciłem się na łóżko. Ciszę i spokój zakłóciły odgłosy dochodzące z mojego brzucha. To oznaczało że wypadało by coś zjeść. Wręcz wybiegłem z pokoju podążając do kuchni, mało przy tym nie zaliczając gleby na pierwszym lepszym zakręcie. Pomińmy to, że dzięki moim skoordynowanym ruchom prawie zleciałem zjeżdżając z poręczy podczas gdy jakoś nie miałem najmniejszej ochoty trudzić się i schodzić po schodach. Przecież po co, skoro można zjechać po poręczy jak małe dziecko.
Rose.
Powoli przebudzając się z ciężkiego snu wyciągnęłam rękę w stronę szafki, gdzie leżał mój telefon. W pół zamkniętymi oczami sprawdzam godzinę. 10:45. Czułam, że z moją trzeźwością nie jest najgorzej, mniej więcej pamiętam co się działo. A może to wszystko wydarzyło się tylko w mojej głowie? Równie dobrze mógł być to tylko głupi sen. Prawie zostałam zgwałcona, ale ktoś mnie obronił. Właśnie, tylko kto to był? Przez nie więcej niż 2 minuty ze skupieniem wpatrywałam się w ścianę próbując przypomnieć sobie imię chłopaka, który tamtego wieczoru stał się moim wybawcą. Ah tak, Liam. Kątem oka spostrzegłam coś niebieskiego leżącego na parapecie. Przetarłam twarz ręką, po czym sięgnęłam ospale w stronę owej rzeczy. Była to mała kartka, na której widniał napis "Mam nadzieję, że wczorajszy wieczór podobał Ci się choć w połowie tak jak mi. Niestety nie zdążyłem dać Ci swojego numeru, ponieważ zasnęłaś. :) Proszę, daj znać jak się obudzisz : xxx xxx xxx. Pozdrawiam, Liam. :)" Tak, to nie był sen. Mimowolnie kąciki moich ust uniosły się ku górze. Prędko wystukałam numer i spełniłam prośbę znajomego.
"Witaj :) Oczywiście, wczorajszy wieczór na długo zostanie mi w pamięci :)" - Nie musiałam czekać długo na odpowiedź. "Chciałbym lepiej Cię poznać, dałabyś się zaprosić na kawę? Może dziś o 15? :)" - Czym prędzej odpisałam "Pewnie, chętnie się z Tobą spotkam :)". Coraz mocniej ściskałam urządzenie w ręce. Byłam bardzo podekscytowana, a jednocześnie trochę zdenerwowana. Nie minęło nawet 15 sekund, żeby mój telefon ponownie nie wydał dźwięku zwiastującego otrzymania wiadomości. "Świetnie, wpadnę koło 15 :)" Zaczęłam piszczeć wniebogłosy, co chyba nie bardzo spodobało się osobą odsypiającym wczorajszą balangę. Moimi piskami obudziłam chyba wszystkich mieszkańców tej ulicy. No, po za Niallem, którego nie da się ot tak obudzić. Chyba że usłyszy słowo "nando's". Postanawiam wziąć długą, gorącą kąpiel, aby trochę odreagować. W czasie, kiedy moje ciało znajdowało się pod wodą uświadomiłam sobie, że jest już 13, a o 15 miał przyjechać Liam. Czym prędzej wyszłam z wanny i zarzuciłam szlafrok. W moim pokoju trwa rebelia. Wszystkie możliwe rzeczy związane z 'upiększaniem się' lądują na ziemi, łóżku i parapecie. Po prostu wszędzie. Jest już prawie 14, a moje włosy wyglądają bynajmniej strasznie. Robię co mogę, żeby wyglądały perfekcyjnie. Cud, udało się. Postanowiłam pozostawić je rozpuszczone, lekko faliste. Makijaż delikatny, aczkolwiek podkreślający zalety mojej twarzy. 14:30 - ok, z czasem nie jest źle. Udaję się do garderoby w celu wybrania jakiejś seksownej sukienki. Po 10 minutach bezczynnego wpatrywania się w szafę pełną przeróżnych kreacji postanawiam skusić się na lazurową sukienką prawie sięgającą kolan. 14:50 - zaraz powinien być, zaczynam się trochę stresować. Minuty płyną powoli. Siedzę na kanapie z torebką na kolanach, reszta krząta się po domu bez jakiegokolwiek celu. Po pomieszczeniu rozlega się donośny dźwięk dzwonka do drzwi. Moje ciało przechodzą dreszcze, a serce przyspiesza. Wstaję i szybkim krokiem podążam w stronę drzwi. Otwieram, a moim oczom ukazuję się wysoki brunet ubrany w dżinsowe spodnie i ciekną, białą bluzkę z granatowymi rękawami, a w dłoni trzymał bukiet róż.
- Witaj. - obdarował mnie ciepłym uśmiechem. - wyglądasz ślicznie. - dodał, po czym musnął ustami mój policzek. Nie zastanawiając się długo odwzajemniłam uśmiech pokazując przy tym chyba wszystkie zęby.
- Oh, dziękuję. - czułam, że moje policzki oblewa rumieniec, a brunet wręcza mi bukiet. - Proszę wejdź. Daj mi chwilkę, tylko zaniosę kwiaty do wazonu. - Popędziłam do kuchni, chwyciłam pierwszy lepszy wazon, napuściłam wody i włożyłam do niego bukiet. - okej, możemy iść. - powiedziałam głosem przepełnionym entuzjazmem. Chwyciłam swoją torebkę i ruszyliśmy w stronę miasta. Dopiero co wyszliśmy, a chłopak niepewnie chwycił moją dłoń. Moje ciało ponownie przeszły przyjemne dreszcze, a w mojej głowie roiło się od przeróżnych myśli. Boże, powiedz że to nie jest sen. Przybyliśmy w ciszy dość spory kawałek, ciągle spoglądając na siebie i uśmiechając się szeroko. Po chwili byliśmy na miejscu. Stanęliśmy przed niewielką kawiarenką. Mijałam ją prawie codziennie w drodze do szkoły, czy kiedy szłam na zakupy, ale jakoś nigdy nie zwracałam na nią większej uwagi. Niby taka zwyczajna, swoim wyglądem zewnętrznym nie specjalnie przyciągająca wzroku przechodniów. Jednak wchodząc do środka sprawia znacznie inne wrażenie. Wnętrze dostojne, nowoczesne, z domieszką starych elementów, które nie mniej wzbudzały podziw. Na wprost drzwi wejściowych znajdowało się przejście na ogromny taras, wszędzie porozstawiane szklane stoliki i skórzane fotele oraz kanapy. Zasiedliśmy do jednego z nich i złożyliśmy zamówienie.
~ 2 godz. później. ~
Wracaliśmy właśnie z kawiarni, na nasze szczęście zaczął padać deszcz nim jeszcze zdążyliśmy schować się pod jakimś daszkiem. W tym momencie moją uwagę przyciągnęło zachowanie Liama. Jego oczy były przepełnione skupieniem.
- o czym tak myślisz? - zapytałam. Liam delikatnie przycisnął mnie do zimnego muru, powoli przybliżał swoje usta ku moim, a przez moje ciało przeszły dreszcze. Zamknęłam oczy, a nasze wargi spotkały się. Podczas, kiedy mi brakowało oddechu brunet nie przestawał pieścić moich ust i
jeszcze bardziej wczuł się w to co robi.
Wybaczcie, że taki krótki ale weny brak, a obiecałam dodać już w czwartek. Mam nadzieje, że się podoba ;)
sobota, 23 lutego 2013
niedziela, 3 lutego 2013
Chapter 5.
Tak, mamy kolejny rozdział :) Mamy nadzieje że wam się spodoba. Proszę komentujcie. Dla was jest to parę sekund, a nas to naprawdę motywuje do dalszej pracy. Nie zanudzamy już dalej i życzymy miłego czytania :) xx / S&J.
Niall.
12.08.2012r.
Rano wstałem dość wcześnie, moja dziewczyna jeszcze spała, więc postanowiłem pójść do kuchni i przygotować śniadanie dla mnie i dla niej. Zrobiłem cały talerz tostów z nutellą w kształcie serca, takie jak lubiła Sally. a do tego dzbanek kakałka. Kiedy zeszła na dół była bardzo zdziwiona, że tak wcześnie wstałem. Zwykle spałem do obiadu. Zasiadła do stołu i zaczęła 'wsuwać' ulubione danie. Nim się obejrzałem, talerz był pusty i pozostały na nim same okruszki.
- O czym wczoraj wieczorem chciałaś pogadać z Rose? - zacząłem ją wypytywać.
- Co .. Wczoraj .. A nie pamiętam. - po jej oczach spostrzegłem, że coś przede mną ukrywa.
- Myślałem, że nie mamy przed sobą tajemnic. A po twoich oczach ewidentnie widać, że masz mętlik w głowie. - wybuchłem, a po moim głosie można było wyczuć zdenerwowanie.
- Niall, sam zapewnię zauważyłeś, że nam się nie układa. Chciałam wyżalić się Rose, co leży mi na sercu. Jest przecież moją przyjaciółką.
- A ja jestem twoim chłopakiem, lepiej żebyś ze mną to omówiła, razem byśmy coś wymyślili. Ale w pokoju wspomniałaś coś o Harrym. O co chodzi? - teraz to na prawdę mnie zdenerwowała.
- No wiesz .. - zaczęła kręcić, ale udało jej się uniknąć dalszej sprzeczki. Z opresji wybawiła ją Rose.
Sally.
Całę szczęście, że Rose mnie zawołała. Nie chciałam prowadzić dalszej konwersacji. Przynajmniej nie teraz, kiedy jesteśmy na wakacjach. Chcieliśmy wyjechać, odpocząć, a nie się kłócić. Z moich rozmyślań wyrwała mnie przyjaciółka, która też chciała wiedzieć co się dzieje.
- Z czym ty nie możesz wytrzymać. A może raczej z kim? - dopytywała się Rose.
- Może lepiej chodźmy na ogród. Nie chcę żeby ktoś nas słyszał. - wzięłam ją za rękę i pociągnęłam w stronę tylnych drzwi gdzie znajdowała się dość duża przestrzeń, z małą altanką.
- Jesteśmy same, teraz mów o co chodzi, bo zaczynam się niecierpliwić. - kiedy to powiedziała, moje oczy nabrały szklistego połysku. Powoli siadałam na ławce, która znajdowała się za nami.
- No więc może zaczniemy od tego, że Harry zaczyna być kimś więcej niż tylko przyjacielem. Obawiam się, że ja się w nim .. - momentalnie wybuchłam płaczem. Nie mogłam się uspokoić. Co się ze mną dzieje, przecież kocham Nialla. Przynajmniej było tak przez ostatnie 3 lata. W tym momencie Rose przytuliła mnie do siebie, a ja zapłakałam jej ulubioną koszulkę.
- Sally, uspokój się, to nie jest nic strasznego. Ludzie szybko się zakochują, a potem okazuję się, że to nie jest ta właściwa osoba.
- Wiem o tym, ale.. najgorsze jest to, że Harry mnie wczoraj pocałował, a mi się podobało. Nawet wydaje mi się, że całował mnie z większym uczuciem..
- Oh, Sally.. Musisz o tym powiedzieć Niallowi, nie możesz go okłamywać..
- Nie! Nigdy! Rose, Niall nie może się dowiedzieć że całowałam się z Harrym! - wykrzyczałam dosyć głośno. Chwilę po wypowiedzeniu tego zdania usłyszałam dźwięk tłuczonego naczynia, gdy się obróciłam ujrzałam Nialla stojącego w drzwiach, a u jego stup drobne kawałki porcelanowej miski oraz rozsypany popcorn.
- Całowałaś się z nim?! - powiedział mocno załamanym głosem.
- Niall, nie! To nie tak jak myślisz! - prędko wstałam z ławki i ruszyłam ku chłopakowi. Niestety nie zdążyłam do niego dobiec, ujrzałam tylko jak zrezygnowany i smutny szybkim krokiem odchodzi w stronę naszego pokoju. Po całym domu rozległ się donośny trzask drzwiami. Spojrzałam na Rose. Siedziała zamurowana, w jednej pozycji wciąż wpatrując się w miejsce, w którym 2 minuty temu stał mój "chłopak". Łzy same napłynęły mi do oczu powoli spływały po moich zarumienionych policzkach. "To nie mogło wydarzyć się na prawdę. Proszę, niech to będzie tylko zły sen." mówiłam sama do siebie w myślach. Usiadłam 'po turecku' na mokrej trawie od porannej rosy i schowałam twarz w dłoniach opierając łokcie o kolana. Nie obchodziło mnie nawet to, że zaraz będę miała całe przemoczone spodenki. W tej chwili liczył się tylko Niall. Kompletnie nie wiedziałam co robić, jak go odzyskać, co mu powiedzieć. W tym momencie byłam zdolna jedynie do głośnego płaczu, niczego więcej.
Miley.
Słysząc ten hałas wyjrzałam z pokoju, aby sprawdzić o co chodzi. Przechodząc koło pokoju Nialla i Sally usłyszałam jak ktoś brzdąka na gitarze i cicho podśpiewuje. Przystawiłam ucho do drzwi i wsłuchałam się w rytm. Nie musiałam długo czekać, od razu rozpoznałam melodię.
- Co ty tu robisz i kim wgl. jesteś? - zapytałam nietrzeźwo.
- Wpadłaś mi w oko, skarbie. - spojrzałam na niego ze zdziwieniem i lekko uśmiechnęłam się. Chciałam już wrócić na dół, do reszty gości, ale koleś pociągną mnie za rękę, tak że upadłam na łóżko, a mianowicie na niego i zaczął mnie całować i obmacywać.
- Co ty robisz?! Odbiło Ci?!
- Wiem że tego chcesz, skarbie. - kontynuował czynność. Obezwładnił mnie i powoli zaczął ściągać moje ubranie.
- Hej, przestań! - zaczęłam się wyrywać, ale to nic nie pomagało. Nagle do pokoju wpadł chłopak, ubrany w dżinsy i niebieską bluzkę. Tak, to był Liam.
- Zostaw ją! - krzyknął, szarpnął napastnika i wyrzucił go za drzwi. Jak dobrze, że się tu znalazł.
- Nic Ci nie jest? - podszedł do mnie i pomógł mi wstać.
- Nie, jest okej, dzięki.. - wydukałam lekko chwiejąc się.
- Na pewno?
- Tak, na pewno. - usiadłam na łóżko i wybuchłam płaczem. Chłopak usiadł koło mnie, obejmując mnie, a ja wtuliłam się w jego tors.
- Hej, nie przejmuj się, nic się nie stało. Nie ma co płakać. - zaczął mnie pocieszać. Jego ciepłe usta lekko musnęły moje rozpalone czoło. To było takie słodkie. Myślałam że zaraz się rozpłynę. Siedzieliśmy w takiej pozycji z 20 minut, nie odzywając się. Spojrzałam zapłakana w jego brązowe oczy. Nie wierzyłam że to się dzieje naprawdę. Czułam się jakbym grała w jakimś filmie, gdzie główną bohaterkę próbowano zgwałcić na jej własnej imprezie, ale dzięki jakiemuś przystojnemu i wysportowanemu chłopakowi nie doszło do tego. Ale nie. To nie jest film, tylko prawdziwe życie, tutaj nie ma happy endów.
Niall.
12.08.2012r.
Rano wstałem dość wcześnie, moja dziewczyna jeszcze spała, więc postanowiłem pójść do kuchni i przygotować śniadanie dla mnie i dla niej. Zrobiłem cały talerz tostów z nutellą w kształcie serca, takie jak lubiła Sally. a do tego dzbanek kakałka. Kiedy zeszła na dół była bardzo zdziwiona, że tak wcześnie wstałem. Zwykle spałem do obiadu. Zasiadła do stołu i zaczęła 'wsuwać' ulubione danie. Nim się obejrzałem, talerz był pusty i pozostały na nim same okruszki.
- O czym wczoraj wieczorem chciałaś pogadać z Rose? - zacząłem ją wypytywać.
- Co .. Wczoraj .. A nie pamiętam. - po jej oczach spostrzegłem, że coś przede mną ukrywa.
- Myślałem, że nie mamy przed sobą tajemnic. A po twoich oczach ewidentnie widać, że masz mętlik w głowie. - wybuchłem, a po moim głosie można było wyczuć zdenerwowanie.
- Niall, sam zapewnię zauważyłeś, że nam się nie układa. Chciałam wyżalić się Rose, co leży mi na sercu. Jest przecież moją przyjaciółką.
- A ja jestem twoim chłopakiem, lepiej żebyś ze mną to omówiła, razem byśmy coś wymyślili. Ale w pokoju wspomniałaś coś o Harrym. O co chodzi? - teraz to na prawdę mnie zdenerwowała.
- No wiesz .. - zaczęła kręcić, ale udało jej się uniknąć dalszej sprzeczki. Z opresji wybawiła ją Rose.
Sally.
Całę szczęście, że Rose mnie zawołała. Nie chciałam prowadzić dalszej konwersacji. Przynajmniej nie teraz, kiedy jesteśmy na wakacjach. Chcieliśmy wyjechać, odpocząć, a nie się kłócić. Z moich rozmyślań wyrwała mnie przyjaciółka, która też chciała wiedzieć co się dzieje.
- Z czym ty nie możesz wytrzymać. A może raczej z kim? - dopytywała się Rose.
- Może lepiej chodźmy na ogród. Nie chcę żeby ktoś nas słyszał. - wzięłam ją za rękę i pociągnęłam w stronę tylnych drzwi gdzie znajdowała się dość duża przestrzeń, z małą altanką.
- Jesteśmy same, teraz mów o co chodzi, bo zaczynam się niecierpliwić. - kiedy to powiedziała, moje oczy nabrały szklistego połysku. Powoli siadałam na ławce, która znajdowała się za nami.
- No więc może zaczniemy od tego, że Harry zaczyna być kimś więcej niż tylko przyjacielem. Obawiam się, że ja się w nim .. - momentalnie wybuchłam płaczem. Nie mogłam się uspokoić. Co się ze mną dzieje, przecież kocham Nialla. Przynajmniej było tak przez ostatnie 3 lata. W tym momencie Rose przytuliła mnie do siebie, a ja zapłakałam jej ulubioną koszulkę.
- Sally, uspokój się, to nie jest nic strasznego. Ludzie szybko się zakochują, a potem okazuję się, że to nie jest ta właściwa osoba.
- Wiem o tym, ale.. najgorsze jest to, że Harry mnie wczoraj pocałował, a mi się podobało. Nawet wydaje mi się, że całował mnie z większym uczuciem..
- Oh, Sally.. Musisz o tym powiedzieć Niallowi, nie możesz go okłamywać..
- Nie! Nigdy! Rose, Niall nie może się dowiedzieć że całowałam się z Harrym! - wykrzyczałam dosyć głośno. Chwilę po wypowiedzeniu tego zdania usłyszałam dźwięk tłuczonego naczynia, gdy się obróciłam ujrzałam Nialla stojącego w drzwiach, a u jego stup drobne kawałki porcelanowej miski oraz rozsypany popcorn.
- Całowałaś się z nim?! - powiedział mocno załamanym głosem.
- Niall, nie! To nie tak jak myślisz! - prędko wstałam z ławki i ruszyłam ku chłopakowi. Niestety nie zdążyłam do niego dobiec, ujrzałam tylko jak zrezygnowany i smutny szybkim krokiem odchodzi w stronę naszego pokoju. Po całym domu rozległ się donośny trzask drzwiami. Spojrzałam na Rose. Siedziała zamurowana, w jednej pozycji wciąż wpatrując się w miejsce, w którym 2 minuty temu stał mój "chłopak". Łzy same napłynęły mi do oczu powoli spływały po moich zarumienionych policzkach. "To nie mogło wydarzyć się na prawdę. Proszę, niech to będzie tylko zły sen." mówiłam sama do siebie w myślach. Usiadłam 'po turecku' na mokrej trawie od porannej rosy i schowałam twarz w dłoniach opierając łokcie o kolana. Nie obchodziło mnie nawet to, że zaraz będę miała całe przemoczone spodenki. W tej chwili liczył się tylko Niall. Kompletnie nie wiedziałam co robić, jak go odzyskać, co mu powiedzieć. W tym momencie byłam zdolna jedynie do głośnego płaczu, niczego więcej.
Miley.
Słysząc ten hałas wyjrzałam z pokoju, aby sprawdzić o co chodzi. Przechodząc koło pokoju Nialla i Sally usłyszałam jak ktoś brzdąka na gitarze i cicho podśpiewuje. Przystawiłam ucho do drzwi i wsłuchałam się w rytm. Nie musiałam długo czekać, od razu rozpoznałam melodię.
Well you done done me and you bet I felt it
I tried to be chill but you're so hot that I melted
I fell right through the cracks
Now I'm trying to get back
Before the cool done run out
I'll be giving it my bestest
And nothing is gonna to stop me but divine intervention
I fell right through the cracks
Now I'm trying to get back
Before the cool done run out
I'll be giving it my bestest
And nothing is gonna to stop me but divine intervention
~ Jason Mraz - I'm Yours.
Blondyn zawsze grał na gitarze i śpiewał, kiedy jest smutny. Niepewnie zapukałam do drzwi. Spodziewałam się że chłopak będzie chciał być sam i zwyczajnie mnie wyprosi.
- Kto tam? - wypowiedział lekko przytłumionym głosem.
- To ja, Miley.
- Proszę, wejdź. - delikatnie otworzyłam drzwi. Mimo moich starań jak na złość zaskrzypiały dosyć głośno.
- Kto tam? - wypowiedział lekko przytłumionym głosem.
- To ja, Miley.
- Proszę, wejdź. - delikatnie otworzyłam drzwi. Mimo moich starań jak na złość zaskrzypiały dosyć głośno.
- Coś się stało? - zapytałam przyciszonym tonem siadając koło niego na łóżku. Momentalnie w jego niebieskich oczach zebrały się łzy.
- Właśnie dowiedziałem się, że Sally całowała się z Harrym. - odpowiedział powstrzymując się, żeby zaraz nie wybuchnąć płaczem.
- Powiedziała ci to? - spytałam lekko zdziwiona.
- Nie, siedziały z Rose na ogrodzie, chciałem im zrobić niespodziankę i pójść do nich z popcornem. Stałem przed drzwiami, kiedy Sally wykrzyczała, że nie mogę dowiedzieć się, że całowała się z.. nim. - i stało się. Z oczu mojego przyjaciela wypłynął strumień łez.
- Powiedziała ci to? - spytałam lekko zdziwiona.
- Nie, siedziały z Rose na ogrodzie, chciałem im zrobić niespodziankę i pójść do nich z popcornem. Stałem przed drzwiami, kiedy Sally wykrzyczała, że nie mogę dowiedzieć się, że całowała się z.. nim. - i stało się. Z oczu mojego przyjaciela wypłynął strumień łez.
- Nie martw się, to pewnie jakieś nieporozumienie. - próbowałam go pocieszyć.
- Ta-ak, na pewno. - wydukał. - Moje życie nie ma sensu, jestem beznadziejny. Chciałbym już to wszystko zakończyć i po prostu umrzeć.
- Ta-ak, na pewno. - wydukał. - Moje życie nie ma sensu, jestem beznadziejny. Chciałbym już to wszystko zakończyć i po prostu umrzeć.
- Nie mów tak! Jesteś wspaniały, nigdy nie spotkałam lepszego faceta, na prawdę Niall, uwierz mi. - przetarłam palcem jego policzek, po którym spływała łza. Spojrzał na mnie, wtuliłam się w jego tors, a on mocno przycisnął mnie do siebie. Jego serce szalało. Kiedy próbowałam wstać, blondyn kategorycznie odmawiał.
- Miley, proszę nie zostawiaj mnie. Jesteś jedyną osobą, z którą chcę w tym momencie być. Tylko Tobie mogę teraz zaufać, proszę. - Moja reakcja kiedy to usłyszałam? W środku czułam jak serce bije mocniej i szybciej. Miałam ochotę wstać i skakać z radości. Jeszcze nigdy nie usłyszałam czegoś tak miłego i to jeszcze od Niego. Na zewnątrz jednak nie dałam tego po sobie poznać. Uśmiechnęłam się i po chwili zastanowienia z powrotem usiadłam na miejsce, gdzie znajdowałam się wcześniej. Nawet nie zorientowałam się kiedy Niall usnął. Tak słodko spał, niestety musiałam go opuścić gdyż mój brzuch domagał się jakiegoś posiłku. Bezszelestnie wyrwałam się z jego objęć i cichym krokiem udałam się w stronę kuchni. Była już późna pora więc sprawnie przyrządziłam sobie płatki z mlekiem i usiadłam do stołu chcąc je skonsumować. Do pomieszczenia wtargnęła Sally, wyglądała dość nieciekawie. Jeszcze chyba nigdy nie widziałam jej tak zmarnowanej. Opuchłe i podkrążone oczy od łez i rozmazany tusz. Miała na sobie znoszone, czarne leginsy i kremową bluzkę z napisem " I ♥ NY ", na której znajdowały się ciemne plamy od tuszu. Uwierzycie? Sally i poplamiona bluzka. Wcześniej nie mogła wyjść z domu gdyby miała na sobie jakąś lekko ubrudzoną część garderoby i musiała ją natychmiast przebrać, w tym momencie jednak nie dbała o swój wygląd. Bardziej przejmowała się tym zajściem z Niallem. Wciąż miała nadzieje że to tylko zły sen, lub jakieś nieporozumienie. Zlustrowałam ją wzrokiem i kontynuowałam jedzenie płatków.
Rose.
25.08.2012r.
Zbliżał się koniec wakacji i początek roku szkolnego. Postanowiliśmy to uczcić i urządzić imprezę. Jako że rodzice już wyjechali nie było z tym problemu. Zaprosiliśmy 'kilku' znajomych. Impreza miała się rozpocząć o 17. Szybko więc zrobiliśmy zakupy w postaci chipsów, piwa i wódki. Goście zaczęli zbierać się od 16:30. Co chwilę ktoś pukał do drzwi i pojawiało się co raz to więcej kompletnie nieznajomych mi osób. W końcu przyszła Nicole z pewnym czarującym brunetem. Dziewczyna miała na sobie krótkie, dżinsowe spodenki i luźną czarną koszulkę z nadrukiem jakiegoś zespołu. Natomiast jej towarzysz ubrany był w niebieską koszulkę i jasne dżinsy.
- Hej, Rose! - uściskała mnie na przywitanie. - Chyba nie obrazisz się, że przyszłam ze znajomym. To jest Liam, Liam poznaj Rose, moja przyjaciółka. - Sądziłam, że przyjdzie z tym całym Louis'em, o którym tyle opowiadała, ale cóż, może miał inne plany, nie wnikam. W sumie ten też był całkiem niezły.
- Witaj ślicznotko. - uścisnął moją dłoń i puścił mi oczko. Nie byłam w stanie nic powiedzieć. Jego piękne brązowe tęczówki po prostu zwalały z nóg.
- Cz-cześć. - odpowiedziałam po chwili zastanowienia i wpatrywania się w jego nieziemskie oczy.
- Ok, chodź Liam, przedstawię Ci resztę. - Nicole chwyciła go za rękę i pociągnęła w stronę salonu, gdzie skupiała się większa część gości, a ja nadal stałam wpatrując się w miejsce, gdzie przed paroma sekundami stał ten seksowny koleś. Nawet nie zauważyłam wciąż powiększającej się liczby gości. Miała być to mała impreza dla znajomych, która przerodziła się w wielką masakrę. Alkohol lał się litrami, po wypiciu 4 piw i litrowej whisky na pięć byłam już ledwo przytomna, nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Chciałam pójść do swojego pokoju ogarnąć trochę wygląd i przebrać się, gdyż na tamtą bluzkę wylałam pół piwa, bo jakaś nieznajoma wpadła na mnie szarpiąc się z jakąś również nieznajomą mi laską. Poszłam do łazienki i przemyłam twarz, potem usiadłam przed lusterkiem i rozczesywałam lekko potargane włosy. Do pokoju przyszedł jakiś chłopak.
- Hej piękna. - powiedział siadając na łóżko.- Miley, proszę nie zostawiaj mnie. Jesteś jedyną osobą, z którą chcę w tym momencie być. Tylko Tobie mogę teraz zaufać, proszę. - Moja reakcja kiedy to usłyszałam? W środku czułam jak serce bije mocniej i szybciej. Miałam ochotę wstać i skakać z radości. Jeszcze nigdy nie usłyszałam czegoś tak miłego i to jeszcze od Niego. Na zewnątrz jednak nie dałam tego po sobie poznać. Uśmiechnęłam się i po chwili zastanowienia z powrotem usiadłam na miejsce, gdzie znajdowałam się wcześniej. Nawet nie zorientowałam się kiedy Niall usnął. Tak słodko spał, niestety musiałam go opuścić gdyż mój brzuch domagał się jakiegoś posiłku. Bezszelestnie wyrwałam się z jego objęć i cichym krokiem udałam się w stronę kuchni. Była już późna pora więc sprawnie przyrządziłam sobie płatki z mlekiem i usiadłam do stołu chcąc je skonsumować. Do pomieszczenia wtargnęła Sally, wyglądała dość nieciekawie. Jeszcze chyba nigdy nie widziałam jej tak zmarnowanej. Opuchłe i podkrążone oczy od łez i rozmazany tusz. Miała na sobie znoszone, czarne leginsy i kremową bluzkę z napisem " I ♥ NY ", na której znajdowały się ciemne plamy od tuszu. Uwierzycie? Sally i poplamiona bluzka. Wcześniej nie mogła wyjść z domu gdyby miała na sobie jakąś lekko ubrudzoną część garderoby i musiała ją natychmiast przebrać, w tym momencie jednak nie dbała o swój wygląd. Bardziej przejmowała się tym zajściem z Niallem. Wciąż miała nadzieje że to tylko zły sen, lub jakieś nieporozumienie. Zlustrowałam ją wzrokiem i kontynuowałam jedzenie płatków.
Rose.
25.08.2012r.
Zbliżał się koniec wakacji i początek roku szkolnego. Postanowiliśmy to uczcić i urządzić imprezę. Jako że rodzice już wyjechali nie było z tym problemu. Zaprosiliśmy 'kilku' znajomych. Impreza miała się rozpocząć o 17. Szybko więc zrobiliśmy zakupy w postaci chipsów, piwa i wódki. Goście zaczęli zbierać się od 16:30. Co chwilę ktoś pukał do drzwi i pojawiało się co raz to więcej kompletnie nieznajomych mi osób. W końcu przyszła Nicole z pewnym czarującym brunetem. Dziewczyna miała na sobie krótkie, dżinsowe spodenki i luźną czarną koszulkę z nadrukiem jakiegoś zespołu. Natomiast jej towarzysz ubrany był w niebieską koszulkę i jasne dżinsy.
- Hej, Rose! - uściskała mnie na przywitanie. - Chyba nie obrazisz się, że przyszłam ze znajomym. To jest Liam, Liam poznaj Rose, moja przyjaciółka. - Sądziłam, że przyjdzie z tym całym Louis'em, o którym tyle opowiadała, ale cóż, może miał inne plany, nie wnikam. W sumie ten też był całkiem niezły.
- Witaj ślicznotko. - uścisnął moją dłoń i puścił mi oczko. Nie byłam w stanie nic powiedzieć. Jego piękne brązowe tęczówki po prostu zwalały z nóg.
- Cz-cześć. - odpowiedziałam po chwili zastanowienia i wpatrywania się w jego nieziemskie oczy.
- Ok, chodź Liam, przedstawię Ci resztę. - Nicole chwyciła go za rękę i pociągnęła w stronę salonu, gdzie skupiała się większa część gości, a ja nadal stałam wpatrując się w miejsce, gdzie przed paroma sekundami stał ten seksowny koleś. Nawet nie zauważyłam wciąż powiększającej się liczby gości. Miała być to mała impreza dla znajomych, która przerodziła się w wielką masakrę. Alkohol lał się litrami, po wypiciu 4 piw i litrowej whisky na pięć byłam już ledwo przytomna, nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Chciałam pójść do swojego pokoju ogarnąć trochę wygląd i przebrać się, gdyż na tamtą bluzkę wylałam pół piwa, bo jakaś nieznajoma wpadła na mnie szarpiąc się z jakąś również nieznajomą mi laską. Poszłam do łazienki i przemyłam twarz, potem usiadłam przed lusterkiem i rozczesywałam lekko potargane włosy. Do pokoju przyszedł jakiś chłopak.
- Co ty tu robisz i kim wgl. jesteś? - zapytałam nietrzeźwo.
- Wpadłaś mi w oko, skarbie. - spojrzałam na niego ze zdziwieniem i lekko uśmiechnęłam się. Chciałam już wrócić na dół, do reszty gości, ale koleś pociągną mnie za rękę, tak że upadłam na łóżko, a mianowicie na niego i zaczął mnie całować i obmacywać.
- Co ty robisz?! Odbiło Ci?!
- Wiem że tego chcesz, skarbie. - kontynuował czynność. Obezwładnił mnie i powoli zaczął ściągać moje ubranie.
- Hej, przestań! - zaczęłam się wyrywać, ale to nic nie pomagało. Nagle do pokoju wpadł chłopak, ubrany w dżinsy i niebieską bluzkę. Tak, to był Liam.
- Zostaw ją! - krzyknął, szarpnął napastnika i wyrzucił go za drzwi. Jak dobrze, że się tu znalazł.
- Nic Ci nie jest? - podszedł do mnie i pomógł mi wstać.
- Nie, jest okej, dzięki.. - wydukałam lekko chwiejąc się.
- Na pewno?
- Tak, na pewno. - usiadłam na łóżko i wybuchłam płaczem. Chłopak usiadł koło mnie, obejmując mnie, a ja wtuliłam się w jego tors.
- Hej, nie przejmuj się, nic się nie stało. Nie ma co płakać. - zaczął mnie pocieszać. Jego ciepłe usta lekko musnęły moje rozpalone czoło. To było takie słodkie. Myślałam że zaraz się rozpłynę. Siedzieliśmy w takiej pozycji z 20 minut, nie odzywając się. Spojrzałam zapłakana w jego brązowe oczy. Nie wierzyłam że to się dzieje naprawdę. Czułam się jakbym grała w jakimś filmie, gdzie główną bohaterkę próbowano zgwałcić na jej własnej imprezie, ale dzięki jakiemuś przystojnemu i wysportowanemu chłopakowi nie doszło do tego. Ale nie. To nie jest film, tylko prawdziwe życie, tutaj nie ma happy endów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)