W tym rozdziale występują : Rose, Sally, Miley, Niall, Harry i rodzice. Zajrzyjcie do zakładki ' Bohaterowie '. :)
Rose.
Szkoła. Ostatnie miejsce, w którym chcę teraz marnować swój cenny czas. Nienawidzę tego. Ciągłe sprawdziany, kartkówki, tony nauki. No tak, nie przedstawiłam się, wybaczcie. Nazywam się Rose, jestem w ostatniej klasie gimbazy i zbliża się koniec roku. Wraz z przyjaciółkami, Sally i Miley, mamy plany aby po ukończeniu tej szkoły jechać do Nowego Jorku, żeby zyskać jakieś wykształcenie. Czy to wypali ? Nie wiem. Zależy od decyzji moich rodziców. Moje przyjaciółki już obgadały to ze swoimi opiekunami, zgodzili się, nie mieli nic przeciwko. Zostało jeszcze ubłagać moich, co wbrew pozorom nie jest takie łatwe. Nie są oni typem ludzi, którzy dla swoich pociech zrobiliby wszystko. Raczej woleliby żeby to opiekunki nas wychowywały, mnie i mojego starszego brata, Marshala. Biedni nie jesteśmy, przyznaję. Mogliśmy sobie pozwolić na wielki dom i służbę, ale coś za coś. Rodzice harowali od rana do nocy. Praktycznie nie mieli czasu nawet zapytać co tam w szkole, jak to przeważnie robią. W końcu nadeszła niedziela, rodzice mieli wolne od pracy i mogli spędzić czas z rodziną, czyli oni, ja i mój brat. Siedzieliśmy wszyscy w ogromnym salonie i oglądaliśmy telewizję.
- Podwieziesz mnie jutro do szkoły ? - zapytałam ojca chcąc zacząć jakoś rozmowę.
- Jasne, o której ? - zapytał zamyślony.
- Jasne, o której ? - zapytał zamyślony.
Pięknie, mój tata nawet nie wie, o której mam lekcje.
- No o 8 mam pierwszy dzwonek, a chciałabym być tam trochę wcześniej.
- Ok. - odpowiedział wciąż zagapiony w telewizor.
- Co myślisz o powrocie do NY ? - Zapytałam po krótkiej chwili ciszy.
- Chętnie bym odwiedził stare zakątki - odpowiedział uśmiechając się pod nosem.
- Naprawdę ? - powiedziałam z niedowierzaniem.
- Tak, chciałbym spotkać starych znajomych.
- JEST ! - wykrzyknęłam na cały głos i wyskoczyłam najwyżej jak potrafiłam.
- No o 8 mam pierwszy dzwonek, a chciałabym być tam trochę wcześniej.
- Ok. - odpowiedział wciąż zagapiony w telewizor.
- Co myślisz o powrocie do NY ? - Zapytałam po krótkiej chwili ciszy.
- Chętnie bym odwiedził stare zakątki - odpowiedział uśmiechając się pod nosem.
- Naprawdę ? - powiedziałam z niedowierzaniem.
- Tak, chciałbym spotkać starych znajomych.
- JEST ! - wykrzyknęłam na cały głos i wyskoczyłam najwyżej jak potrafiłam.
- Mamy plany na wakacje, kochani. - klasnął w dłonie i wstał by wykonać telefon do jego zastępcy i poinformować, że w wakacje to on będzie zarządzać jego firmą.
Wybiegłam prędko z salonu i szybkim krokiem dostałam się do swojego pokoju na piętrze. Sprawnym ruchem ręki odłączyłam mojego Iphona, który się ładował i szybko wysłałam sms do Sally, Miley, Nialla i Harry'ego że moi rodzice się zgodzili. W odpowiedzi otrzymałam cztery takie same sms " TAK ! :D " Byłam tak podekscytowana że nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Wzięłam laptopa, położyłam się na łóżku i zaczęłam sprawdzać facebooka. Przeglądam aktualności. Nim się obejrzałam moi przyjaciele już zdążyli się pochwalić innym o wyjeździe. Patrząc po komentarzach znajomych z za granicy można było wywnioskować, że nie tylko my nie możemy doczekać się wyjazdu. Ustaliliśmy że wyruszmy od razu pierwszego lipca, żeby nie marnować czasu i zostać tam jak najdłużej.
Sally.
- Mamo ! Gdzie są moje ulubione, niebieskie rurki ?! - wykrzyczałam z mojego pokoju tak, aby usłyszała to moja rodzicielka krzątająca się po kuchni piętro niżej.
Wybiegłam prędko z salonu i szybkim krokiem dostałam się do swojego pokoju na piętrze. Sprawnym ruchem ręki odłączyłam mojego Iphona, który się ładował i szybko wysłałam sms do Sally, Miley, Nialla i Harry'ego że moi rodzice się zgodzili. W odpowiedzi otrzymałam cztery takie same sms " TAK ! :D " Byłam tak podekscytowana że nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Wzięłam laptopa, położyłam się na łóżku i zaczęłam sprawdzać facebooka. Przeglądam aktualności. Nim się obejrzałam moi przyjaciele już zdążyli się pochwalić innym o wyjeździe. Patrząc po komentarzach znajomych z za granicy można było wywnioskować, że nie tylko my nie możemy doczekać się wyjazdu. Ustaliliśmy że wyruszmy od razu pierwszego lipca, żeby nie marnować czasu i zostać tam jak najdłużej.
Sally.
- Mamo ! Gdzie są moje ulubione, niebieskie rurki ?! - wykrzyczałam z mojego pokoju tak, aby usłyszała to moja rodzicielka krzątająca się po kuchni piętro niżej.
- W praniu. Po co ci one teraz ?
- Jak to po co ? Rodzice Rose się zgodzili !
- Sally, do wakacji jeszcze ponad miesiąc, a ty się już pakujesz ? - powiedziała śmiejąc się ze mnie.
- Sally, do wakacji jeszcze ponad miesiąc, a ty się już pakujesz ? - powiedziała śmiejąc się ze mnie.
Wyszłam z oburzoną miną i wróciłam do swoich czterech kątów i zaczęłam wywalać wszystkie rzeczy z szafy.
- Nie mam żadnych fajnych ciuchów. - Stwierdziłam. - Muszę wybrać się na zakupy.
- Nie mam żadnych fajnych ciuchów. - Stwierdziłam. - Muszę wybrać się na zakupy.
- Szybko chwyciłam za telefon i napisałam do przyjaciółek żeby się szykowały i wzięły kasę. W jednej chwili znalazłyśmy się w centrum handlowym. Po upływie 3 godzin byłyśmy obładowane torbami i gotowe powrócić do naszych domów.
Miley.
Miley.
Po powrocie do domu wzięłam psa i wyszłam z nim na spacer. Natknęłam się na Harrego i Nialla .
- Cześć piękna. - Przywitał się Harry.
- Cześć piękna. - Przywitał się Harry.
- Cześć chłopcy. - Przytuliłam ich na powitanie.
- Właśnie do was szliśmy żeby pójść wspólnie na pizze.
- Właśnie do was szliśmy żeby pójść wspólnie na pizze.
- Ja nie mam nic przeciwko. - Uśmiechnęłam się. - Trzeba zapytać Rose i Sally.
- To idziemy. - krzyknął ochoczo Niall.
Doszliśmy do domu Rose i weszliśmy jak do siebie. Przyjaciółka sama urzędowała w kuchni w celu przyrządzenia czegoś do jedzenia. Nie zauważyła nas, więc postanowiliśmy ją wystraszyć. Po cichu podeszliśmy do niej i na ' trzy ' krzyknęliśmy najgłośniej jak umieliśmy. W rezultacie otrzymaliśmy patelnie z jajecznicą na ścianie.
Rose.
- Zabije was ! - krzyknęłam na moich ' kochanych ' przyjaciół. - Wisicie mi obiad. - warknęłam.
Rose.
- Zabije was ! - krzyknęłam na moich ' kochanych ' przyjaciół. - Wisicie mi obiad. - warknęłam.
Zaraz po tym, jak przestali się śmiać powiedzieli że mieli plany iść na pizze. Prędko się ubrałam i byłam gotowa do wyjścia.
- Wstąpimy jeszcze po Sally i możemy iść. - Powiedział Niall, żeby przypomnieć o swojej ukochanej.
Ruszyliśmy w stronę domu obok. Widząc że w pokoju Sally pali się światło zaczęliśmy się drzeć tak, żeby nas usłyszała. Po krótkiej chwili krzyków wyjrzała przez okno i zaczęła nas ochrzaniać.
- Zejdź tu, idziemy na pizze, skarbie. - Powiedział Niall.
Nim się obejrzeliśmy Sally była koło nas wtulona w swojego chłopaka. Doszliśmy do naszej ulubionej pizzerii i zamówiliśmy dwie największe pizze jakie mieli do zaoferowania. Kiedy nasza kolacja była wyciągana z pieca wszystkim ciekła ślinka. Kelner przyniósł ją na stół, a my jak zwierzęta rzuciliśmy się na nią. Po zjedzeniu poszliśmy do domu Sally oglądać jakieś romansidła.
Poniedziałek. Chyba najgorszy dzień w tygodniu. Rano budzi mnie mój telefon, który zaraz po wydaniu pierwszego dźwięku ląduje na drugim końcu pokoju. No trudno, trzeba wstać. Ubieram się w ciuchy wybrane wczoraj i układam moje niesforne włosy. Mozolnie schodzę po schodach. Słyszę hałasy w kuchni. To kucharz szykujący śniadanie dla mnie i mojej rodziny. Kiedy mnie zauważa woła, żebym przyszła na posiłek, bo naleśniki stygną. Za pierwszym razem nie ogarnęłam co do mnie mówi. Byłam tak zaspana, że o mało nie spadłam ze schodów. Chwila zastanowienia. Ponownie przetworzyłam to, co do mnie powiedział. Zdołałam zapamiętać tylko jedno słowo. NALEŚNIKI. Jednym susem pokonałam odległość dzielącą mnie od pomieszczenia, w którym znajdował się mój przysmak. W mgnieniu oka zjadłam przygotowane dla mnie danie i domagałam się więcej. Byłam tak zajęta konsumpcją naleśników, ze nawet nie zauważyłam mojego taty wchodzącego do kuchni. Dopiero kucharz, Paul uświadomił mnie, że czeka w samochodzie. Ubrałam bluzę i vansy po czym wsiadłam do auta. W niecałe 10 min. znajdowałam się w szkole, gdzie czekała na mnie Miley. Do dzwonka zostało około 7 min. więc usiadłyśmy na podłodze koło klasy i zaczęłyśmy marzyć o tym, co będziemy robić w NY. Z zamyśleń wyrwał nas dosyć głośny dźwięk dzwonka. Matematyka. Wchodzimy do klasy, wszyscy robią co chcą, do czasu gdy wchodzi nauczycielka. Jak codziennie lekcje zaczyna gadką typu " Jesteście najgorszą klasą w szkole, wgl. się nie uczycie " itp. Jednak nikt się tym nie przejmuje. Ogólnie z Miley byłyśmy niezłe w nauce, ale matma była nie do ogarnięcia. Tak jak nasza nauczycielka.
Miley.
- Wstąpimy jeszcze po Sally i możemy iść. - Powiedział Niall, żeby przypomnieć o swojej ukochanej.
Ruszyliśmy w stronę domu obok. Widząc że w pokoju Sally pali się światło zaczęliśmy się drzeć tak, żeby nas usłyszała. Po krótkiej chwili krzyków wyjrzała przez okno i zaczęła nas ochrzaniać.
- Zejdź tu, idziemy na pizze, skarbie. - Powiedział Niall.
Nim się obejrzeliśmy Sally była koło nas wtulona w swojego chłopaka. Doszliśmy do naszej ulubionej pizzerii i zamówiliśmy dwie największe pizze jakie mieli do zaoferowania. Kiedy nasza kolacja była wyciągana z pieca wszystkim ciekła ślinka. Kelner przyniósł ją na stół, a my jak zwierzęta rzuciliśmy się na nią. Po zjedzeniu poszliśmy do domu Sally oglądać jakieś romansidła.
Poniedziałek. Chyba najgorszy dzień w tygodniu. Rano budzi mnie mój telefon, który zaraz po wydaniu pierwszego dźwięku ląduje na drugim końcu pokoju. No trudno, trzeba wstać. Ubieram się w ciuchy wybrane wczoraj i układam moje niesforne włosy. Mozolnie schodzę po schodach. Słyszę hałasy w kuchni. To kucharz szykujący śniadanie dla mnie i mojej rodziny. Kiedy mnie zauważa woła, żebym przyszła na posiłek, bo naleśniki stygną. Za pierwszym razem nie ogarnęłam co do mnie mówi. Byłam tak zaspana, że o mało nie spadłam ze schodów. Chwila zastanowienia. Ponownie przetworzyłam to, co do mnie powiedział. Zdołałam zapamiętać tylko jedno słowo. NALEŚNIKI. Jednym susem pokonałam odległość dzielącą mnie od pomieszczenia, w którym znajdował się mój przysmak. W mgnieniu oka zjadłam przygotowane dla mnie danie i domagałam się więcej. Byłam tak zajęta konsumpcją naleśników, ze nawet nie zauważyłam mojego taty wchodzącego do kuchni. Dopiero kucharz, Paul uświadomił mnie, że czeka w samochodzie. Ubrałam bluzę i vansy po czym wsiadłam do auta. W niecałe 10 min. znajdowałam się w szkole, gdzie czekała na mnie Miley. Do dzwonka zostało około 7 min. więc usiadłyśmy na podłodze koło klasy i zaczęłyśmy marzyć o tym, co będziemy robić w NY. Z zamyśleń wyrwał nas dosyć głośny dźwięk dzwonka. Matematyka. Wchodzimy do klasy, wszyscy robią co chcą, do czasu gdy wchodzi nauczycielka. Jak codziennie lekcje zaczyna gadką typu " Jesteście najgorszą klasą w szkole, wgl. się nie uczycie " itp. Jednak nikt się tym nie przejmuje. Ogólnie z Miley byłyśmy niezłe w nauce, ale matma była nie do ogarnięcia. Tak jak nasza nauczycielka.
Miley.
Po budynku rozległ się dźwięk dzwonka. Oznaczało to, że tortury związane z matematyką dobiegły końca. Wszyscy zaczęli się pakować. Jednak nie obyło się bez końcowego kazania nauczycielki i oczywiście przetrzymania nas przez połowę przerwy. Cała klasa była już gotowa do wyjścia, a ona dalej swoje. W końcu przestała nawijać i mogliśmy wyjść. Wszyscy ruszyli w stronę sali, w której miała odbyć się następna lekcja. W jednej chwili rozległ się ponowny dźwięk dzwonka. Polski, jak zwykle, mija szybko i dość miło, podobnie jak reszta lekcji. Nim się obejrzałyśmy wybiła godzina 14:20, co oznaczało, że już można iść do domu. NARESZCIE.
Fajnie się zapowiada ;D ♥♥
OdpowiedzUsuńUwielbiam, uwielbiam ♥
OdpowiedzUsuńCzekam na next ; *